Jeszcze kilka lat temu sprzęt wspinaczkowy z Decathlonu był traktowany głównie jako opcja budżetowa. Coś dla początkujących, na pierwsze kursy i pierwsze wyjazdy w skały. Tymczasem marka Simond coraz częściej pokazuje produkty, które nie tylko konkurują ceną, ale również parametrami.
Dobrym przykładem jest Simond Sprint Evo – ultralekki kask wspinaczkowy ważący 190 g w rozmiarze M i 205 g w rozmiarze L. To już poziom, który jeszcze niedawno był zarezerwowany dla najbardziej zaawansowanych konstrukcji od Petzla, Black Diamonda czy Blue Ice.
Czy Sprint Evo jest tylko tańszą kopią produktów premium? A może Decathlon faktycznie zaczyna grać w najwyższej lidze?
Pierwsze wrażenie – gdzie jest haczyk?
Gdy zobaczyłem wagę Sprint Evo, pierwsza myśl była prosta: „to już nie rekord, więc gdzie Decathlon próbuje wygrać?”.
Tymczasem producent deklaruje 190 g w rozmiarze M i 205 g w rozmiarze L. To już nie rekord ultralight, ale nadal poziom bardzo lekkich konstrukcji do wspinania i alpinizmu.
Dla porównania:
| Model | Waga |
|---|---|
| Blue Ice Blast | 145–155 g |
| Petzl Sirocco | 160–170 g |
| Simond Sprint Evo | 190 g M / 205 g L |
| Black Diamond Vapor | ok. 190 g |
Jeszcze kilka lat temu taki wynik w Decathlonie byłby trudny do wyobrażenia. Dzisiaj to raczej sygnał, że Simond chce wejść w segment sprzętu lekkiego, ale z bardziej przyjazną ceną.

Konstrukcja
Sprint Evo wykorzystuje konstrukcję opartą na piance EPS z cienką zewnętrzną skorupą poliwęglanową.
To obecnie najpopularniejsze rozwiązanie w lekkich kaskach wspinaczkowych. Pozwala znacząco obniżyć wagę, zachowując zgodność z normami bezpieczeństwa.
Kask posiada:
- certyfikację EN 12492,
- duże otwory wentylacyjne,
- system regulacji obwodu,
- mocowania do czołówki,
- kompaktową konstrukcję dobrze współpracującą z kapturem.
Nie znajdziemy tutaj rewolucji technologicznej. I być może właśnie to jest jego zaletą. Simond nie próbuje wymyślać koła na nowo. Korzysta ze sprawdzonych rozwiązań i po prostu dostarcza je w rozsądnej cenie.
A co z bezpieczeństwem?
W przypadku ultralekkich kasków zawsze pojawia się to samo pytanie:
Czy taki kawałek pianki naprawdę chroni?
Sprint Evo spełnia normę EN 12492, czyli dokładnie tę samą normę, którą spełniają najbardziej renomowane kaski alpinistyczne na rynku.
Oznacza to przejście testów obejmujących między innymi:
- absorpcję energii uderzenia,
- odporność na przebicie,
- wytrzymałość pasków,
- stabilność kasku na głowie.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy certyfikowany kask jest identyczny. Norma określa minimalne wymagania, a nie ranking ochrony.
Przy bardzo lekkich konstrukcjach największym znakiem zapytania pozostaje zwykle trwałość podczas wieloletniego użytkowania. Dotyczy to jednak praktycznie wszystkich kasków zbudowanych głównie z pianki EPS, niezależnie od producenta.
Komfort podczas długich wyjść
W filozofii fast and light są elementy wyposażenia, które odczuwa się przez cały dzień.
Buty.
Plecak.
I właśnie kask.
Różnica między 170 a 300 gramami na papierze wygląda śmiesznie. W praktyce po kilku godzinach wspinania lub szybkiego poruszania się granią zaczyna być zauważalna.
Lekki kask mniej męczy kark, mniej przeszkadza podczas patrzenia do góry i zwyczajnie łatwiej zapomnieć, że ma się go na głowie.
To jeden z powodów, dla których ultralekkie kaski zdobyły tak dużą popularność w alpinizmie i wspinaczce wielowyciągowej.
Najciekawszy element: cena
I tutaj dochodzimy do najważniejszego punktu.
Sprint Evo nie jest już „tanim kaskiem z Decathlonu”.
Na europejskich stronach Decathlonu/Simonda kosztuje około 80 euro, więc po przeliczeniu i zależnie od rynku ląduje mniej więcej w okolicach 300–350 zł.
To nie jest mało.
Jeszcze kilka lat temu za podobne pieniądze kupowało się produkty najbardziej znanych marek.
Jednocześnie warto spojrzeć na to z drugiej strony.
Petzl Sirocco kosztuje często ponad 500 zł.
Blue Ice Blast kosztuje około 120 euro.
W tym kontekście Simond zaczyna wyglądać jak bardzo rozsądna alternatywa.
Nie dlatego, że jest tani.
Dlatego, że oferuje parametry zbliżone do topowych modeli za zauważalnie niższą kwotę.
Czy Simond dogania liderów?
Mam wrażenie, że to właśnie najciekawsza część całej historii.
Jeszcze niedawno sprzęt Simond był wybierany głównie przez osoby szukające oszczędności.
Dzisiaj coraz częściej spotykam ludzi, którzy wybierają produkty tej marki nie dlatego, że są najtańsze, ale dlatego, że po prostu są dobre.
Lekkie czekany, uprzęże, plecaki, liny czy właśnie kaski zaczynają regularnie pojawiać się wśród osób wspinających się dużo i świadomie.
Sprint Evo jest kolejnym przykładem tego trendu.
Nie wygląda jak budżetowa alternatywa.
Wygląda jak pełnoprawny produkt klasy premium sprzedawany pod marką Decathlonu.
Dla kogo ten kask?
Sprint Evo wydaje się szczególnie interesujący dla:
- wspinaczy wielowyciągowych,
- osób chodzących po Tatrach i Alpach w stylu fast and light,
- miłośników grani i ferrat,
- skialpinistów szukających lekkiego wyposażenia,
- wszystkich, którzy chcą zejść z wagą sprzętu bez wydawania fortuny.
A dla kogo nie?
Jeżeli regularnie pracujesz w górach, prowadzisz kursy albo bardzo intensywnie eksploatujesz sprzęt przez cały sezon, warto zwrócić uwagę nie tylko na wagę, ale również na trwałość konstrukcji.
W takich zastosowaniach kilka dodatkowych gramów czasami okazuje się rozsądnym kompromisem.
Podsumowanie
Simond Sprint Evo pokazuje, jak bardzo zmienił się Decathlon przez ostatnie lata.
To nie jest już sprzęt wybierany wyłącznie z powodów finansowych. To produkt, który można porównywać z najlepszymi lekkimi kaskami na rynku bez kompleksów.
Oczywiście nadal nie jest rekordzistą wagi. Ten tytuł obecnie należy do Blue Ice Blast, który schodzi do 145 g w rozmiarze S/M.
Ale kiedy spojrzymy na stosunek masy do ceny, Sprint Evo staje się wyjątkowo interesującą propozycją.
Jeżeli kilka lat temu ktoś powiedziałby mi, że Decathlon będzie produkował kask wspinaczkowy konkurujący wagą z Petzlem Sirocco, prawdopodobnie potraktowałbym to jako żart.
Dzisiaj to po prostu rzeczywistość.
A to pokazuje, że Simond coraz śmielej puka do drzwi segmentu premium.
